Hackowanie dronów

Deszcz spadających dronów

Pamiętacie pewnie futurystyczne sceny metropolii z filmów takich jak „Powrót do przyszłości” czy „Piąty element”. Latające pojazdy, deskorolki, jet packi – wszystkie z tych wynalazków doczekały się już swoich działających prototypów w otaczającym nas świecie. Przyszedł więc czas by zmierzyć się też z wizją interaktywnych, holograficznych reklam wyświetlanych w otaczającej nas przestrzeni miejskiej.

Pierwsi na pomysł realizacji czegoś na wzór zawieszonej w powietrzu animacji wpadli Chińczycy. Wykorzystali do tego celu setki dronów wyposażonych w zmieniające kolory ledy. Pozwoliło to na zaprojektowanie czegoś na wzór kolorowego wyświetlacza, w którym funkcje pikseli pełnią pojedyncze drony. Z odpowiednio dużej odległości taki „wyświetlacz” robi niesamowite wrażenie:

Pokaz możliwości wyświetlacza składającego się z dronów - kod QR wyświetlany nad Szanghajem
Dronowy wyświetlacz nad Szanghajem (fot. Pathfinder / Twitter)

Od prostych prób do rekordów Guinnessa

Po pierwszych udanych pokazach pojawiły się kolejne, bardziej zaawansowane próby. Zamiast setek, zaczęto zaprzęgać do pracy floty składające się z tysięcy dronów. Tworzone w ten sposób wyświetlacze pozwalają już na generowanie w pełni przestrzennych, kolorowych animacji. W chinach stało się to pewnego rodzaju sportem, a twórcy tych niesamowitych widowisk biją kolejne rekordy Guinnessa prześcigając się w ilości wykorzystanych dronów. Poniżej filmik prezentujący bicie rekordu z udziałem 3051 latających „pikseli”:

Houston, mamy problem

Sterowanie taką ilością dronów odbywa się z użyciem zaawansowanego oprogramowania, które na bieżąco śledzi i koryguje pozycje dronów kierując nimi według z góry zaplanowanego scenariusza. A co by się stało gdyby coś poszło nie tak? Przekonali się o tym w październiku widzowie obserwujący jeden z takich pokazów nad miastem Zhengzhou w Chinach. Nad częścią dronów utracono kontrolę, zaczęły one wpadać na siebie i spowodowały reakcję łańcuchową w postaci setek spadających na widownię, samochody i ulice miasta dronów. Relacja z tego zdarzenia nagrana przez jednego z widzów poniżej:

Według doniesień medialnych, pomimo iż wyglądało to dosyć niebezpiecznie, nikomu nic się nie stało.

Hackowanie dronów

W opisywanym powyżej przykładzie przyczyną był podobno błąd ludzki. Zastanawia mnie jednak na ile twórcy tych pokazów przygotowani są na możliwość zagłuszenia sygnału bądź zhakowania i przejęcia kontroli nad taką flotą dronów. Byłby to chyba jeden z ciekawszych incydentów bezpieczeństwa.

Już kilka lat temu Samy Kamkar zaprezentował projekt SkyJack – drona wyposażonego w układ Raspberry Pi, dystrybucję Linuksa Loonix oraz kartę Alfa AWUS036H. Zestaw ten potrafił przejąć w locie kontrolę nad dronami marki Parrot AR.Drone 2.0 czyniąc z nich armię dronów zombie. Wykorzystywana w tym ataku technika polega na wysyłaniu broadcastem pakietów deauthentication powodujących odłączenie atakowanego drona od sieci wifi, przez którą jest sterowany.

Inną techniką ataku na floty dronów może być też zagłuszanie sygnałów GPS i WiFi. Mogą do tego posłużyć tzw. jammery, czyli urządzenia zagłuszające fale radiowe o określonej częstotliwości. Funkcję takiego jammera posiada m.in. opisywana w naszym cyklu „Arsenał (ethical) hackera” karta HackRF One.


Zostaw e-mail aby otrzymać powiadomienia o nowościach oraz dostęp do wszystkich bonusowych materiałów przygotowanych wyłącznie dla subskrybentów.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.