Być może natknęliście się w ostatnich dniach na zapowiedzi i relacje z G(z)eek Poznań Geek & Hack Fest. W tym wpisie chciałbym się z wami podzielić szaloną historią organizacji tego wydarzenia. Opowiem o kulisach, problemach, wpadkach i przypadkach. Ale po kolei.
Zaczęło się od przypadku
Dokładnie dwa lata temu, w listopadzie 2023, postanowiliśmy z Piotrem Kamińskim wziąć na siebie koordynację i reaktywować spotkania w ramach Poznań Security Meetup. Ta prężnie kiedyś działająca inicjatywa została najpierw przerwana za sprawą pandemii, a później porzucona przez poprzedniego koordynatora. Platforma Meetup.com wysłała wówczas maila do wszystkich uczestników z informacją, że można przejąć koordynację tego projektu biorąc na siebie zobowiązanie w postaci opłacania abonamentu.
Zignorowałem wówczas tego maila gdyż przebywałem akurat na urlopie. Po powrocie, we wrześniu 2023 powiadomienie przyszło jednak ponownie. Skoro nikt się nie zainteresował, pomyślałem, że trochę szkoda by projekt upadł. I tak już w listopadzie 2023 zobaczyliśmy się na pierwszym po reaktywacji spotkaniu w GSK.
Poznań Security Meetup i Hackers Squad
Przez półtorej roku zorganizowaliśmy łącznie 8 inspirujących spotkań. Poznaliśmy podczas nich świetnych specjalistów dzielących się swoją wiedzą. I tak się jakoś złożyło, że prawie na każdym spotkaniu dowiadywaliśmy się, że ktoś z prowadzących należy do poznańskiego Hackers Squadu. Przed wakacyjną przerwą w tym roku sam miałem przyjemność pojawić się na kilku spotkaniach tej ekipy i poprowadzić jedną z dyskusji.
Jednocześnie od dłuższego czasu rozmawialiśmy z Piotrem o planach stworzenia całodniowego spotkania nawiązującego trochę do Poznań Security Day, którego dwie edycje zostały zorganizowane wspólnie przez społeczność Poznań Security Meetup oraz Politechnikę Poznańską.
Temat ten został w końcu poruszony podczas jednego ze spotkań w Hackers Squadzie. I tak oto pchnięty został pierwszy kamyczek, który pociągnął za sobą lawinę…
G(z)eek – Poznań Geek & Hack Fest
Szybko wywiązała się burza mózgów mająca na celu ustalenie nazwy wydarzenia. Ze względu na lokalny charakter kombinowaliśmy z pyrami, ale wszystkie pomysły wydawały nam się oklepane. Aż w końcu Artur Łącki trochę w formie żartu rzucił w powietrze „A może Gzik?”. Gzik to rodzaj białego twarogu przyrządzanego ze śmietaną oraz cebulką lub szczypiorkiem jako dodatek do kanapek lub gotowanych ziemniaków. Jest równie charakterystyczny co poznańska pyra, a jednocześnie mniej oklepany. Pomysł został przyjęty z entuzjazmem, praktycznie jednogłośnie. Na discordzie powstał kanał #gzik i zawiązała się grupa organizatorów w składzie: Ja(kub Staśkiewicz), Piotr Kamiński, Kuba Tomaszewski, Maks Byliński, Artur Łącki i Artur Markiewicz.
Nieco później pracując nad stroną www znalazłem na swoim komputerze jakieś materiały do innego projektu, który nie ujrzał nigdy światła dziennego, a którego roboczo nazwałem „Geek & Hack”. I tak wpadłem na pomysł by połączyć Gzika z Geekiem. G(z)eek – Poznań Geek & Hack Fest miał swoją nazwą podkreślać nerdowski charakter imprezy. Jednocześnie słowo „fest”, ze względu na swoją dwuznaczność (w gwarze poznańskiej to coś porządnego, mocnego, świetnego – inaczej mówiąc sztos) miało podkreślać, że impreza będzie niosła ze sobą wartość, ale będzie miała bardziej luźny, festiwalowy charakter wolny od konferencyjnej sztywności. Podzieliłem się pomysłem na kanale organizatorów i tak już pozostało.
Powered by community
Od samego początku pracując nad wydarzeniem przypominał mi się klimat z czasów studenckich i pierwszych lat pracy, gdy mocno angażowałem się w inicjatywy promujące społeczność skupioną wokół Linuksa i wolnego oprogramowania. Spotkania PPLUG-a, stowarzyszenie ACTUS, Fundacja Wolnego i Otwartego Oprogramowania i wspólnie organizowane przez wiele lat z rzędu stoisko Linuksowe na Przystanku Woodstock.
Przy organizacji G(z)eeka wrócił dokładnie ten sam klimat. Nikt nie myślał o pieniądzach (w kontekście zarobku), przerzucaliśmy się pomysłami i zobowiązaniami, które na siebie weźmiemy. Każdy chciał coś wnieść do tego projektu, a dzięki sieci kontaktów wkrótce dołączyły do niego również koło naukowe Politechniki Poznańskiej PUTrequest_ oraz ludzie z ISSA Polska. To oni zapewnili wam świetną ścieżkę warsztatową.
Na tym etapie wiedzieliśmy już, że chcemy by była to impreza organizowana przez społeczność i dla społeczności. Pierwsze wydatki ponieśliśmy z własnych kieszeni nie wiedząc czy projekt w ogóle wypali i zakończy się chociażby zwrotem kosztów. G(z)eek nie miał być przedsięwzięciem biznesowym. Takie podejście jest na tyle niecodzienne, że po uruchomieniu sprzedaży odebrałem telefon od dystrybutora z pytaniem czy ceny biletów nie są przypadkiem zbyt niskie 🙂
Ale to jeszcze nic. Wyobraźcie sobie, że aby wesprzeć wydarzenie bilety kupowali nawet ludzie, którzy mieli zapewniony darmowy wstęp jako prelegenci lub sponsorzy, a nawet dwójka wolontariuszy (Maja i Krzysztof), którzy zgłosili się do pomocy!
I moim skromnym zdaniem to właśnie ten aspekt przesądził o sukcesie całego przedsięwzięcia. Fajnie byłoby sprzedać tysiąc biletów po tysiąc złotych robiąc dużą konferencję. Ale nie o to tutaj chodziło.
Tutaj jednak trzeba też oddać pokłon partnerom i sponsorom. Wsparcie społeczności było bezcenne, ale bez wsparcia finansowego nie udałoby się spotkać w tak dogodnym miejscu jak Międzynarodowe Targi Poznańskie zapewniając wam chociażby minimalny poczęstunek i gadżety. Oprócz Grupy MTP, organizatora IN.SE.CON-u swoją pomoc okazały firmy Trecom, Egnyte oraz UpGreat. Co jednak istotne, firmy te poszanowały charakter wydarzenia. Nie miały wygórowanych żądań typu udostępnienie bazy klientów czy spamowanie uczestników ich ofertą. Warto to docenić.
Badge
Nie wiem w którym momencie dokładnie pojawił się ten pomysł, ale prawdopodobnie na potrzeby CTF-a postanowiliśmy zamówić 200 układów ESP32. Zaprawiona w bojach ekipa Hackers Squad chciała przygotować bardzo zróżnicowane zadania. Począwszy od tradycyjnej sieciówki i webówki, poprzez kryptoanalizę i reverse engineering po radio i hardware.
W momencie poszukiwania konkretnego modelu trafiliśmy na układ ESP32-C3 z wyświetlaczem OLED. I w tym momencie posypały się pomysły. Najpierw, że nie tylko do CTF-a, ale niech każdy uczestnik G(z)eeka dostanie taki układ. Potem, że na ekranie wyświetlimy jakiś komunikat powitalny albo imię. Potem, że może będziemy nadawać po wifi agendę wydarzenia…
I stanęło na tym, że nasz ESP32 zastąpił tradycyjne badge konferencyjne. Stał się wręcz wizytówką G(z)eeka. Poza indywidualnie zaprojektowanymi i wydrukowanymi obudowami, zaopatrzony został w oprogramowanie odbierające protokołem MQTT agendę wydarzenia. Do tego skrywał w sobie tajemnicę potrzebną do zdobycia flagi w CTF-ie. A na dzień dobry witał poklatkową animacją z koziołkiem:
CTF
CTF był wydarzeniem sam w sobie. Podczas gdy na salach trwały wykłady i warsztaty, w przestrzeni hackerspace zarówno w drużynach, jak i indywidualnie walczyli poszukiwacze flag. Kilka razy nawet ktoś zaczepiał mnie prosząc o podpowiedzi, ale zadania były przygotowywane w tajemnicy i nawet ja niewiele mogłem pomóc poza bardzo ogólnymi wskazówkami. Atmosfera była tak gorąca, że pomimo zimna w holu widziałem ludzi siedzących w krótkich rękawkach. Emocje widać na poniższym wykresie z wynikami. Dwie drużyny (Samce i Meow) z godziny na godzinę spychały się wzajemnie z pierwszego miejsca. Niespodziankę zgotował też zawodnik indywidualny (Lech Poznań), który niczym przyczajony ninja pojawił się znikąd i w ostatniej godzinie wrzucił wszystkie zdobyte flagi.

Kulisy szaleństwa
Inaczej niż szaleństwem nazwać tego chyba nie można. Organizacja podobnych wydarzeń to przeważnie miesiące przygotowań. U nas wszystko zamknęło się w kilku tygodniach. Poza kilkoma decyzjami i ustaleniem dogodnego terminu wszystkie prace ruszyły na dobre w październiku. A na moje oko większość została zrealizowana w ostatnim tygodniu. I wolę nawet nie liczyć ile z tego w ostatnią dobę 🙂
Nie wynikało to jednak z lekceważącego podejścia. Koniec roku w branży to okres bardzo wzmożonej pracy. A pamiętajcie, że wszyscy z nas angażowali się w organizację G(z)eeka poza swoimi służbowymi godzinami. Co jednak najważniejsze, nikt nie zawiódł i każdy w 100% dowiózł zobowiązania, które wziął na siebie (chociaż w wielu przypadkach kosztem snu w noc poprzedzającą wydarzenie). Aby zobrazować atmosferę tej nocy wrzucę tu tylko kilka wpisów z kanału organizatorów. Zwróćcie uwagę na godziny.
28.11 – dzień eventu, po północy, wszyscy w dobrym humorze 🙂

02:00 w nocy pierwsze meldunki o sukcesach:

Prosił Was ktoś kiedyś o 03:00 w nocy żeby mu skonfigurować rekordy DNS w cloudflare i maila na już?

Ale nie ma tu żadnej paniki – pełen profesjonalizm. Zwróćcie uwagę na sformułowanie „na spokojnie” o 03:35

04:00 sprawdzam status i wygląda na to, że przynajmniej nikt nie zaśpi

07:00 „To już”

Godzina zero
Zaczyna się robić nerwowo. O 8.00 pojawiam się na miejscu i czeka na mnie seria złych wiadomości. Topniejący śnieg zalał szyby windowe i windy nie działają. Trzeba wnosić wszystko po schodach na II piętro (na szczęście powerbanki wnieśliśmy już dzień wcześniej). Piotrowi pada akumulator w samochodzie więc o 8.30 nie mamy jeszcze na stanowisku badgy. Chłopaki z badgami i sprzętem do CTF-a dojeżdżają w końcu na miejsce uberem, ale przez to znajdują się pod wejściem głównym, które zostaje otwarte dopiero po 8.30. Wchodzą więc na teren z pierwszymi uczestnikami i wolontariuszami do sprawdzania biletów, którym musimy jeszcze zrobić szybkie szkolenie. Pierwsze bilety zaczynam więc sprawdzać sam. Po chwili okazuje się jeszcze, że aplikacja do weryfikacji biletów nie rozróżnia czy bilet jest zwykły czy z warsztatami – musimy więc sprawdzać opisy na biletach lub wierzyć na słowo.
Maja i Krzysztof organizują się jednak momentalnie i tylko dzięki nim oraz pomocy Artura Markiewicza, który w tle wiesza badge na smyczach (a wcześniej zalewa mi dokumenty kawą, która miała mnie trzymać na nogach 😉 ) wszystko idzie w miarę sprawnie.
To był chyba najgorszy moment dla mnie. Czułem się za całość odpowiedzialny bo wziąłem na siebie formalności i umowę związaną z dystrybucją biletów – widniałem więc na nich jako formalny organizator. Na szczęście ratuje nas to, że uczestnicy napływają stopniowo. Znaczna część dopiero na warsztaty, które startowały od godziny 10:00. I podobno nikt nawet tego lekkiego chaosu za bardzo nie odczuł.
Z każdą kolejną godziną stres opadał ustępując miejsca euforii, że uda się wszystko dowieść do końca bez większych wpadek. I chyba się udało?
Podsumowanie
Absolutnie tego nie planowaliśmy, ale po opiniach, z którymi się spotykamy i rozmowach na after party dochodzimy do wniosku, że nie mamy już wyjścia – G(z)eek Geek & Hack Fest będzie kontynuowany za rok. Wygląda na to, że zapoczątkowaliśmy wspaniałe wydarzenie i wielką przyjemnością było dla mnie mieć w tym swój udział.
Dziękuje wszystkim, którzy się do tego przyczynili.
Ankieta
Na koniec prośba do wszystkich, którzy byli na G(z)eek – Poznań Geek & Hack Fest. Pomóżcie nam sprawić by kolejna edycja była jeszcze lepsza. Jeśli coś was drażniło, czegoś wam zabrakło, coś było super i chcecie więcej – wypełnijcie ankietę i podzielcie się tym z nami. Obiecujemy wyciągnąć wnioski, a odpowiedzialnych pociągnąć za konsekwencję 😉
Zostaw e-mail aby otrzymać powiadomienia o nowych wpisach oraz dostęp do bonusowych materiałów przygotowanych wyłącznie dla subskrybentów.


Konfiguracja z Tobą infrastruktury o 3:30 w nocy to czysta przyjemność!
Ale za rok – zróbmy to o jedną noc wcześniej 😉
Nie obrażę się nawet, jak to będzie dzień 🙂
A może bardziej uniwersalny badge w postaci node Meshtastic?